Trzy tygodnie w… Birmie

Mandalay

Mandalay, miasto o baśniowej nazwie, owiane tajemnicą, położone w północnej części Birmy. Dopiero tutaj poczuliśmy się jak w Azji, bo na ulice wróciły dwukołowe skutery napędzane paliwem z plastikowych butelek, na przydrożnych niczym kiosk ruchu stacjach benzynowych (w Yangonie jednoślady są zakazane, krąży plotka, że nie pasowały do krajobrazu któremuś z generałów). Mandalay w porównaniu do Yangonu nie posiadało już kolonialnych budynków po angielskich okupantach, lecz typowe 4 piętrowe składane niczym z klocków lego niskie domy. W samym środku miasta za kwadratowym murem długości 12 kilometrów ukryty jest Pałac Królewski. Jak na rezydencje króla przystało, całość ogranicza fosa i nowo postawione ławeczkami, które w ciągu dnia skąpane słońcem samotnie prażą się w 37stopniach, wieczorem tętnią życiem, zajęte przez zakochane pary.

IMG_7072

Mandalay Hill zza murów pałacowych

Po wyjściu na dwór czujemy jak słońce parzy nasza skórę, lecz jak na prawdziwych podróżników przystało ruszamy w stronę Mandalay Hill, słynnego wzgórza, od którego wzięło nazwę wybudowane u jego stóp miasto. Jest to ważny ośrodek kultu religijnego i cel pielgrzymek birmańskich buddystów. Wejście na wzgórze jest strzeżone przez 13 metrowe kamienne posągi lwów. A za nimi…brud Birmy. Nasze nogi przemierzały schodek za schodkiem, a podeszwy naszych stóp z każdym krokiem zaczęły przypominać kolorem czarne klepisko. Po drodze, można spotkać bambusowe chaty, kobiety owinięte w longyi(tradycyjną birmańską chustę), które piorą ubrania w plastikowych misach i znudzonych mężczyzn sennie spoglądających na pielgrzymów podążających na szczyt. Widok z góry rozpościera się na… pola golfowe, gdzie każdy gracz może wykupić swoje dożywotnie członkostwo za, bagatela, 20 tysięcy $.

Obraz 213
U podnóża góry znajdują się białe świątynie, gdzie na szczycie pagód zawieszone dzwoneczki, przy najmniejszym podmuchu wiatru wprawiają w mistyczny nastrój. A wieczorem, gdy mrok przysłania piękno zabytków włączają się kolorowe światełka. Świątynie błyszczą się jak bożonarodzeniowa Choinka mojej babci. Zadajemy sobie dużo trudu, żeby zrozumieć, dlaczego Birmańczycy mają aż tak dużego hopla na punkcie neonowych tarcz ułożonych w najróżniejsze konfiguracje.
Może to kicz a może piękno, którego europejczycy pod naciskiem masmediów, narzuconych stereotypów i XXI wieku po prostu nie rozumieją?

IMG_7077

W ofercie: Cola, Sprite, Ciasteczka i kombinacja ww. w koszu + wino

Mandalay Hill

IMG_7085

U Bein’s Bridge, podobno najdłuższy drewniany na świecie

IMG_7093

    Tanaka (pasta z drzewa, chroniąca przed słońcem) w rękach młodego człowieka

Tanaka (pasta z drzewa, chroniąca przed słońcem) w rękach młodego człowieka

Advertisements
This entry was published on July 18, 2015 at 6:45 am. It’s filed under Birma (Myanmar) and tagged , , . Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

One thought on “Mandalay

  1. erepetitio on said:

    “…dlaczego Birmańczycy mają aż tak dużego hopla na punkcie neonowych tarcz ułożonych w najróżniejsze konfiguracje…” 🙂 bo mogą
    Rzeczy w przestrzeni nie są kiczem – kiczem mogą stać się ich powielane obrazy 🙂 kosze ozdobione choinkowym łańcuchem są urocze – bo kto by pomyślał o takim zastosowaniu ozdoby choinkowej 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: