Trzy tygodnie w… Birmie

Yangon aka Rangoon

Lublin, Warszawa, Amsterdam, Bangkok i wreszcie Yangon. Dotarcie do Birmy zajęło nam prawie trzy dni. Trasa z lotniska do pierwszego celu podroży kolejnych kilka. Ale co to w porównaniu do Bhutańczyka, z którym studiował mój przyjaciel – on do domu w Himalajach wracał z Warszawy tydzień!

Ulice Thabarwa

Ulice Thabarwa

Pierwsze dwie noce w Birmie spędziliśmy w ThaBarWa Centre. Tak naprawdę na początku nie wiedzieliśmy do końca gdzie jedziemy. Wiedzieliśmy że to centrum medytacji pod Yangonem. Zaprosiło nas tam 2 couchsurferów (jak nie wiesz co to znaczy to sprawdź couchsurfing.com).

Radosny mnich w Thabarwa, sam prosił o zdjęcia

Radosny mnich w Thabarwa, sam prosił o zdjęcia

Jak okazało się na miejscu, oprócz setek mnichów, nowicjuszy i świeckich buddystów, Thabarwa jest domem dla wielu starych osób (najstarsza ma 106 lat) i ciężko chorych. Mnisi i wolontariusze, oprócz oddawania się medytacji i studiowaniu buddyjskich pism pomagają tam nie tylko starym ale i ciężko chorym. Chorzy na AIDS i gruźlicę mogą tam znaleźć opiekę, wikt i opierunek. A wszystko to zupełnie za darmo. Centrum bazuje na pracy mnichów, wolontariuszy i daninach sponsorów.

Na początku mieliśmy wrażenie, że wygląda to trochę jak sekta, ale przekonaliśmy się że to tak naprawdę otwarty klasztor, w którym każdy potrzebujący znajdzie pomoc. Jedzenia jest tam pod dostatkiem – każdego dnia mnisi wyjeżdżają do Yangonu żeby zbierać jałmużnę, głównie w postaci jedzenia, ale ludzie wspierają ich wszystkim, od gotówki po pastę do zębów. To taki odpowiednik naszej kościelnej „tacy”, tylko zakonnicy nie delegują „kościelnego” do zbierania datków ale robią to sami. Wygląda to tak, że pochód mnichów idzie ulicami miasta w asyście wolontariuszy, 10 mnichów i 20 wolontariuszy. Codziennie jadą do innej dzielnicy, przed korowodem mnichów idzie człowiek z megafonem i krzyczy że mnisi z Thabarwa zbierają jałmużnę. Pierwszy idzie najwyższy rangą, dookoła niego biegają wolontariusze i zbierają wszystko co przekazują mieszkańcy – jeden pieniądze, drugi ryż, kolejni potrawy do misek, suche towary do siatek, owoce i warzywa do plastikowych koszy. Braliśmy w tym udział i w 2 godziny zebraliśmy chyba z pół tony jedzenia, ciężko oszacować ile pieniędzy, ale starsi ludzie spuszczali im na nitce pliki banknotów z balkonów. Mają z tym trochę więcej zachodu niż nasi księża, ale wydaje mi się że zarówno kontakt z darczyńcami, jak i datki są większe.

Dziadek z Thabarwa, który narzekał na ścisk w pokoju ( w tym na zdjęciu było ich sześciu). Narzekał płynnym angielskim

Dziadek z Thabarwa, który narzekał na ścisk w pokoju ( w tym na zdjęciu było ich sześciu). Narzekał płynnym angielskim

Orwell w „Birmańskich dniach” opisuje historię U Po Kina, nikczemnego urzędnika, który podstępem pnie się po szczeblach kariery w imperialnej Birmie. Mimo tego wierzy, że odrodzi się jako wspaniały człowiek, a przynajmniej jakieś dostojne zwierze – słoń czy tygrys. Jak wiadomo – Karma wraca. U Po Kin, mając pełną świadomość swoich złych czynów, planuje pod koniec życia zagwarantować sobie dobrą reinkarnację budując piękne świątynie i wspierając sowitymi kwotami mnichów. Tutaj, tak samo jak w Polsce, w świątyniach sponsorzy poszczególnych kaplic czy świątyń są wymieniani z imienia i nazwiska. Ale tutaj, oprócz nazwiska sponsora, często napisane jest dokładnie ILE co kosztowało. Kupowanie odpustów i u nas było kiedyś popularne. Kiedyś.

Apartament w Thabarwa

Apartament w Thabarwa

Wracając do Thabarwa – to miejsce pełne dobra, uśmiechu i współczucia. To dom dla chorych i zagubionych. To również miejsce, gdzie wiele świeckich osób buduje sobie całkiem ładne domy po to, by być blisko swoich duchowych mistrzów. To coś, co bardzo szybko się rozwija – centrum w którym byliśmy powstało przed 8 laty, jest teraz domem dla 2500 osób i jest placem budowy. Widzieliśmy powstający szpital, wylewane drogi i kilka budynków –rezydencji, budowanych z myślą o wynajęciu tym, którzy pomocy nie potrzebują, ale chcą pomagać i być blisko swoich mistrzów.

A to tylko jedno z 30 takich miejsc w Birmie.

Czas spędzony tam to niesamowite przeżycie, szkoda że jesteśmy tu tak krótko i nie mogliśmy tam dłużej zabawić, posłuchać więcej o medytacji i zobaczyć jak pomaga się tym, którym nikt nie chce pomagać w jednym z biedniejszych krajów świata.

Schwedagon Pagoda - robi wrażenie

Schwedagon Pagoda – robi wrażenie

Po 3 dniach spędzonych w Thabarwa pojechaliśmy na 1 noc do Yangonu, żeby zwiedzić trochę miasta. To tygiel kulturowy, gdzie na ulicach oprócz Birmańczyków widać mnóstwo hindusów i muzułmanów. To miasto pełne kolonialnej architektury. Dziwne miasto, gdzie skutery są zakazane (SIC! – toż to Azja!), przez co na ulicach są nieprawdopodobne korki pełne białych taksówek.

Obraz 088

Schwedagon Pagoda nocą z naszego hotelu (wybaczcie dźwig)

W Yangonie znajduje się najbardziej imponująca buddyjska świątynia jaką widzieliśmy (a kilka już widzieliśmy) – Schwedagon Pagoda. Góruje nad miastem przerastając wszystkie inne budynki. Jest pełna kiczu – każdy z setek posągów buddy ma za głową migającą LEDową aureloę. Azjaci mają inne poczucie estetyki niż my.

Disco Buddha

Disco Buddha Prayers

Oprócz tego to w naszym odczuciu po prostu kolejne duże Azjatyckie miasto – choć najbardziej Indyjskie spośród tych , które widzieliśmy (a w Indiach jeszcze nie byliśmy). Ale nie wzbudziło emocji takich, jak wizyta w Thabarwa Centre. W końcu to raczej ludzie, a nie budynki budzą emocje. A w wielkich miastach, mimo że dookoła tyle osób, to człowiek jest o wiele dalej niż w wiejskim zaciszu.

Ja i moje ryby

Ja i moje ryby

Koszulki dla zuntowanych

Koszulki dla zbuntowanych

Bananowy raj

Bananowy raj

Spadek po Imperium  Brytyjskim

Spadek po Imperium Brytyjskim

 

Ceny w Yangonie:
1$ – 1100kyatów

bilety autobusowe – 200 kyatów
Shwedagon Pagoda – 8000 kyatównocleg w hostelu “white house hotel” – 17$ ( i nie polecamy brudno, karaluchy w łazience i robaki w pokoju!)
bilet Yangon -> Mandalay 16.000 kyatów
butelka wody 400 kyatów
jedzenie 1500-4000 kyatów za danie

PS

Thabarwa wydaje się doskonałym miejscem na wolontariat w Azji. Taki prawdziwy, darmowy wolontariat, gdzie jedzie się pomagać potrzebującym, a nie zapełniać kabzę organizatora. Więcej informacji można znaleźć na ich stronie: http://www.thabarwa.org/

Advertisements
This entry was published on July 12, 2015 at 11:41 am and is filed under Birma (Myanmar). Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “Yangon aka Rangoon

  1. erepetitio on said:

    dobry tekst, prawie 20 lat temu Terziani, pisał “w Azji”;
    “Nie ma kwiatów dla umarłych”
    ….Birmańska tragedia nie przebiła się do świadomości świata. Trudno wyjaśnić dlaczego. Tysiąc zabitych w centrum Pekinu wstrząsnęły opinia publiczną świata. 4000 w kraju o nieporównywalnie mniejszej liczbie ludności nie zrobiły wrażenia. Żeby oszukać pamięć świata, generałowie z Rangunu zmienili nazwę swojego kraju na Myamar, wymazując wspomnienie o rzezi…

  2. A propos zdjęcia z T-shirtami: zawsze się zastanawiałem, czy swastyka tam jest tylko i wyłacznie znakiem szczęścia i dobrobytu pozbawionym zupełnie naszych dwudziestowiecznych konotacji hitlerowskich/nazistowskich. Innymi słowy – co ten T-shirt tam oznacza?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: