Trzy tygodnie w… Birmie

Birma to…

Znowu jesteśmy w Azji 🙂

Birma to kraj w którym od 1962 roku rządzą generałowie. Przez dłuższy czas właściwie nie dało się tu dostać, później było to dosyć trudne, od kilku lat większość kraju jest otwarta dla turystów. Tiziano Terzani był jednym z niewielu białych, którzy odwiedzili ten kraj przed trzydziestu laty i widział więźniów budujących ulice, z wielkimi żelaznymi kulami u nogi. Myślałem że takie mają tylko czarne charaktery u Disneya.

Birma to ponad 50 milionów ludzi, z czego 500 tyś. to mnisi, kolejne 300 tyś. to kobiety w habitach. I to widać na każdym kroku, wszędzie można spotkać młodych chłopców i dziewczęta ubranych w charakterystyczne purpurowe szaty. Tutaj, inaczej niż u nas, nowicjuszem można zostać mając chyba i 5 lat. Zastanawiam się czy gdyby kraj rozwijał się normalnie, a nie pod rządami światłych generałów krzewiących idee ‘równości’ i socjalizmu byłoby ich tak wielu.

Ale od kilku lat Birma to już nie kraj rządzony przez przez panów w mundurach. W 2008 roku odbyło się referendum w którym naród mógł opowiedzieć się za demokratycznymi zmianami. W 2010 przeprowadzono pierwsze wybory, rok później junta się rozwiązała. Pięknie, prawda?

Nie do końca.

Wojskowi po prostu zdjęli mundury. Któż miał napisać nową konstytucję jak nie generałowie? Zawarło się w niej min. nietypowe stwierdzenie, że kandydat na prezydenta nie może mieć żadnych krewnych posiadających obywatelstwo innego kraju. Nietypowe, prawda? Nietypowe, bo wymierzone wprost przeciwko jednej osobie – Aung San Suu Kyi, noblistce która 20 lat spędziła w areszcie domowym za głoszenie prodemokratycznych haseł. Jej 2 synów ma obywatelstwo angielskie, co dyskwalifikuje ją jako kandydatkę. A chyba by wygrała, biorąc pod uwagę ile obrazków z jej wizerunkiem się tu widzi i to z jakim szacunkiem ludzie o niej mówią.

Nie da się jednak zaprzeczyć że kraj się otwiera i mimo że lwia część przychodów z turystki zasila kieszenie generałów, to z czasem może poprawi to nieco życie Birmańczyków. Czyli z jednej strony dobrze. Z drugiej strony straci on pewnie niebawem dużo swego uroku, przemili Birmańczycy nauczą się pewnie wyciągać od białasów pieniądze nie gorzej niż Tajowie, a dzieci, zamiast machać radośnie do każdego przechodnia nauczą się krzyczeć do niego “Money, money, money! One thousand”.

Aung San Suu Kyi przez wiele lat namawiała do bojkotu turystki, ze względu na to że dawało to zarobić generałom, a przyjezdni byli prowadzeni przez władze wszędzie za rękę. Teraz radzi wspierać mały biznes i uciekać od dużych hoteli na rzecz małych, rodzinnych hotelików.  Czasem trudno wybrać, szczególnie że w tych drugich trudniej o dobre warunki, ale jest to możliwe. I w większej części kraju można się swobodnie poruszać i komunikować z ludźmi (bo o rozmowę nie tak łatwo, wbrew temu co piszą w przewodnikach wcale nie mówią tu lepiej po angielsku niż w ościennych krajach).

My w pierwszych dniach uciekliśmy zarówno od hoteli, jak i rodzinnych zajazdów. Spędziliśmy je w buddyjskim klasztorze, centrum medytacji, które pełni jednocześnie rolę hospicjum, domu starców i szpitala. Ale o tym jutro 🙂

Advertisements
This entry was published on July 10, 2015 at 2:19 am and is filed under Uncategorized. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

One thought on “Birma to…

  1. erepetitio on said:

    i właśnie jest już nowy dzień! piszcie!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: