Trzy tygodnie w… Birmie

Wulkan Ijen

Nareszcie wulkan. Pobudka o 1 rano. W pośpiechu założyliśmy na siebie kilka warstw koszulek, bluzę, a ramiona okryliśmy sarongiem. W plecaku aparat, butelka wody i koszulka która miała chronić nos i usta od gęstych kłębów siarkowej pary. Jeszcze krótki postój w przydrożnym markecie i ruszyliśmy jeepem w stronę kopalni. Droga prowadziła przez zielony rejon porośnięty połaciami lasów, które zamieszkują Gibony, Czarne Pantery i niezliczone ilości ptaków. Od podnoża gór do szczytu wulkanu prowadzi stroma droga długości trzech kilometrów. Uzbrojeni w latarki ruszyliśmu w góre, a Fendi rozpoczął nasza podróż krótką historią, której po chwili staliśmy sie naocznymi świadkami. ’50mężczyzn z pobliskiej wioski oddalonej o 30 km od rezerwatu Ijen pracuje w kopalni, która przynosi niesamowite bogactwo Chińskiej Republice, ale nie pracownikom. Jeden bambusowy kijek i dwa wiklinowe kosze umożliwiaja górnikom, dzwiganie 70 kg bloków żółtej siarki na zmęczonych ramionach. Zaczynaja pracę mając zaledwie 23 lata i pozostają tu do śmierci. Za 1 kg siarki dostają 21groszy. Aby zarobić na przysłowiową ‘miskę ryżu’ dla swojej rodziny, wspinają się na krater, a następnie schodzą 1km w dół do samego wnętrza wulkanu dwa razy dziennie. Pracę kończą po 7 dniach na 2 dni wracają do swojej rodziny i błędne koło się zamyka.’ Krótka przerwa, duży łyk zimnej wody, głęboki oddech zmęczenia. Po chwili Fedni zaprosił nas do domu robotników kopalni. Gdy weszliśmy do zbitej drewnianej chaty w powietrzu unosił sie zapach wilgotnej ziemi. Ku naszym oczom ukazały sie małe boksy, niczym łóżka w obozie koncentracyjnym, w których leżeli górnicy owinięci w plastikowe worki po ziemniakach, aby chronić swoje ciało przed zimnem górskiego klimatu. Po lewej stronie kuchnia z paleniskiem, na którym syczał gotujący się ryż pod żeliwną pokrywą zwęglonego garnka. ‘Ramadan trwa’ dodał Fendi, dlatego swój pierwszy posiłek pracownicy Ijenu spożywaja o 3.30. Jeśli 100gram, czystego ryżu można nazwać posiłkiem, który musi im wystarczyć aż do zachodu słońca. Wyszliśmy przed dom, w ciemnościach łzy napłyneły mi do oczu. Nie zdawałam sobie sprawy że na świecie istnieją takie miejsca, a może nie chciałam wiedzieć. Chwila zadumy….Naszą ciszę przerwali górnicy, którzy wracali na śniadanie trzymając w ręku szczoteczki do zębów 🙂 Przewodnik z impetem zagadał do robotników, dobrze ich znał. Pracownicy ubrani w podarte brudne koszule, dziurawe spodnie, okryci spleśniałym kocem, boso podążali w stronę paleniska. My otworzyliśmy plecaki i zaczęliśmy szukać ciasteczek które przygotowaliśmy na nasze pierwsze śniadanie i wręczyliśmy je robotnikom… Ten uśmiech, błysk w oku, słowo podzięki w języku jawajskim za małą paczkę herbatników.
Po chwili ruszyliśmy dalej, a migoczące gwiazdy układały sie w dobrze znane nam konstelacje.Po godzinie dotarliśmy na szczyt. W czeluściach wulkanu wiedzieliśmy światła latarek innych turystów które układały się w kręty slalom. Droga, albo i jej brak wiodła przez narzutowe kamienie i duże głazy ułożone bezwładnie po kraterze wulkanu. Widok jaki zastaliśmy na dole onieśmielił nasze ciało i duszę. Wysoka temperatura i opary siarki wydobywające się spod ciężkich kłębów gęstego dymu, powodują efekt niebieskich ogni, które można zobaczyć tylko zanim wzejdzie słońce – w świetle tego płomienia nie widać. Gdy pierwsze promienie przebiły się przez skalne bloki ujrzeliśmy robotników z kilofami, rozbijających żółte bryły siarki. Za nimi rozpościera się lazurowe jezioro, przykryte białą mgłą, któego pH ledwo przekracza 0,4. Silnie kwaśne środowisko nie oszczędziło ani jednego życia. Obraz spalonych drzew, złamanych konarów, które bezwładnie wydostawały sie ponad powierzchnię ziemi, jakby chciały zaczerpnąć jeden haust powietrza i wyżłobione rynny w glebie, przez jakże intensywny deszcz monsunowy, towarzyszyły nam w drodze powrotnej. ‘Jesteśmy na księżycu”- dodał Mateusz, wpatrzony w surową przestrzeń. Tak, na księżyciu, gdzie ludzkie cierpienie przeplata sie z wygłodniałą turystyka, niczego nieświadomych podróżników. A ja po raz pierwszy głęboko w duszy dziękowałam Bogu za to co mam.
1-IMG_4904 1-IMG_4911 1-IMG_4924 1-IMG_49341-IMG_4936-001 1-IMG_4935-001 1-IMG_4938 1-IMG_4939 1-IMG_4947 1-DSC02209 1-IMG_5018-001 1-IMG_5051 1-IMG_5049 1-DSC02200 1-DSC02226 1-DSC02253 1-DSC02280 1-DSC02286 1-DSC02288 1-DSC02299 1-DSC02301

 

Advertisements
This entry was published on August 8, 2014 at 12:05 am and is filed under Indonezja. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

One thought on “Wulkan Ijen

  1. erepetitio on said:

    ciekawe, czy koszulka zamieniła się w siarkowe opary…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: