Trzy tygodnie w… Birmie

What happened? Motorbike accident

Profesor Bartoszewski powiedział, że są rzeczy które się opłaca i są rzeczy które warto. I nie zawsze to co warto się opłaca i to co się opłaca to warto.
Już od roku marzyłam o motorze. W Wietnamie, prosiłam Mateusza o wypożyczenie skutera, on jednak zdawkowo odpowiadał „Nie”. Tak jak Wietnamczycy chciałam w mrowim stadzie przemierzać ulice miast. Tym razem nie mieliśmy wyjścia,  miejsca które chcieliśmy zobaczyć oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów, uniemożliwiają piesze wędrówki. Kolejnego dnia rano z wielkim uśmiechem na twarzy wsiadłam na wymarzony motor i szybko zapiełam kask pod broda. Jedna droga, dwie butelki paliwa po wodzie mineralnej, lewostronny ruch i znów ruszyliśmy w nieznane. Przemierzając małe wioski, mogliśmy zajrzeć przez „okno” w życie Indonezyjczyków. Cała cywilizacja wyspy układa się wzdłuż krętej, asfaltowej drogi. Dzieciaki ubrane w jednakowe mundurki z wielkimi plecakami sięgającymi do kolan, leniwie zmierzały w kierunku szkoły. Kobiety piorące ubrania w plastikowych misach, odziane w kwieciste sarongi i jedwabne spodnie. Targ pełen zapachów: wilgotnej, butwiejącej ziemi, świeżych ryb, smażonego czosnku i niszczejącego drewna, tak pachnie Azja. Po 4 godzinach przez górzysty Lombok dotarliśmy do punktu widokowego.  I tu się zaczęło. Stromy podjazd pod górę, spalona słońcem sucha ziemia i mały kamień. Straciliśmy kontrolę i znaleźliśmy się w tumanach pyłu na żwirówce. Gdy otworzyliśmy oczy z samochodu stojącego na górze wyskoczyła przerażona grupa włoskich lekarzy i ich skośnooki przewodnik, który trzymał kurczowo w ręku apteczkę z metadonem. Ta kilkugodzinna podróż skończyła się krwawymi ranami i opuchlizną kostki, która uniemożliwiła nam 3 dniowy trekking na czterotysięczny wulkan Rinjani w północnej części wyspy. Ale jeszcze niejeden przed nami 🙂
I teraz rozumiem słowa Profesora. Wypożyczenie motoru zupełnie się NIE OPŁACAŁO za straty materialne musieliśmy zapłacić $100: złamane lusterko, zarysowana karoseria, scentrowane koło, nie wspomnę już o konsultacji w klinice i sumie jaką wydaliśmy na leki, ale BYŁO WARTO. Bo spojrzenie  na lazurowe morze, wulkaniczne góry, tarasy ryżowe i słodkie jeziora na tle słonego oceanu, zapalają nas na nowo do kolejnej podróży.

Advertisements
This entry was published on July 20, 2014 at 10:55 am and is filed under Indonezja, Uncategorized. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “What happened? Motorbike accident

  1. erepetitio on said:

    “Zen i sztuka oporządzania motocykla” Pirsinga 🙂 do czytania! Nie do naśladowania

  2. Rajmund on said:

    No tak, niedaleko pada jabłko od jabłoni 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: