Trzy tygodnie w… Birmie

Dzień 8 – Vientiane

Image

Więcej zdjęć później 🙂

Kilka dni spędzonych w malowniczym Luang Prabang wprawiło nas w przyjemny nastrój – urok tego miejsca przemawia do każdego kogo spotykamy na drodze.  Tuż po kąpieli w wodospadach Kuang Si wsiedliśmy w autobus do stolicy Laosu – Vientiane (Wientianu?).  Spoglądając na mapę – odległość niewielka, jednak na Laotańskich drogach ciężko trafić na proste odcinki dłuższe niż 500m, toteż podróż autobusem miała trwać 14 godzin. Niemałym zaskoczeniem był dla nas autobus który podjechał na stację z tabliczka z napisem VIENTIANE – wyglądał niespodziewanie dobrze! Zaskoczeniem było dla nas również to, że w tak ładnym autobusie można zainstalować na końcu 10 miejsc rodem z peerelowskiego ikarusa. Tak, to były nasze miejsca.

Po niezbyt wygodnej podróży dojechaliśmy do stolicy Laosu i szybko stwierdziliśmy że wyjeżdżamy jeszcze tego samego dnia. Nasz wyjazd jest bardzo krótki  (w porównaniu do KAŻDEGO, kogo spotykamy na drodze) – postanowiliśmy rzucić jedynie okiem na uroki jednej z mniejszych stolic Azji, liczącej około 700 tysięcy mieszkańców. Centrum miasta to koncert kontrastów – obok skleconych naprędce bud serwujących grillowane na patyku serdelki stoją majestatyczne pałace, wśród których króluje pałac prezydencki – perełka na końcu głównej ulicy w mieście.  Na pewno warto zatrzymać się tutaj nieco dłużej  –  dookoła miasta znajduje się wiele pięknych miejsc, są też miejsca ciekawe – jak kiczowaty nieco park usłany posągami buddy.

Po porannej naradzie poszliśmy wynająć najtańszy pokój w mieście, żeby zostawić tam plecaki i, najważniejsze, umyć się! Kanadyjka, którą mieliśmy spotkać ponownie na kambodżańskiej granicy zrobiła rozeznanie rynku i wskazała nam lokum za jakieś 10 zł od osoby. VALUE FOR MONEY, jaka płaca taki baca – pokój był fatalny, ściany brudne, lóżko śmierdzące, klimy brak. Był za to prysznic i zamek w drzwiach do pokoju – czyli wszystko czego potrzebowaliśmy.

Po 2 godzinach szukania udało nam się znaleźć bankomat obsługujący MasterCard i mogliśmy kupić bilety na nocny autobus odjeżdżający tego samego dnia. Zakupiwszy bilety znaleźliśmy chiński lokal w którym mieliśmy zjeść pierwszy posiłek.  Śniadanie – chińskie pierożki z mięsem , wyglądają prawie jak nasze! Smakują już trochę inaczej, a doprawia się je sosem sojowym z trawą cytrynową, imbirem, czosnkiem  i innymi ziółkami.

Po kilku godzinach spacerowania i niezliczonych mrożonych kawach, którymi ratowaliśmy się przed zagotowaniem białek, umyliśmy się w naszym obskurnym pokoiku i ruszyliśmy na dworzec autobusowy. Autobusy w Laosie (te wyższej klasy) na pierwszy rzut oka prezentują się świetnie, nowe i kolorowe, bardzo kontrastują z dworcami. Dokładniejsze oględziny mogą czasem budzić lęk – szyba w naszym autobusie przepleciona była pęknięciami niczym pajęczyna. Ale po kolejnych 14 godzinach udało nam się dojechać do krainy 4000 wysp, dokładniej – na Don Det.

Advertisements
This entry was published on September 19, 2013 at 3:39 am and is filed under Uncategorized, Wietnam, Laos, Kambodża. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

One thought on “Dzień 8 – Vientiane

  1. Można domniemywać (:patrząc na zdjęcie:) że jeździcie do Indochin poleżeć w hamaku.
    Natalia już miała taką fotkę z poprzedniej podróży. Niech robione będą obrazy tego, co widzicie, chociaż na Natalię też miło patrzeć

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s

%d bloggers like this: